strona główna mapa strony kontakt
 

Zamach na partyzanta przy budynku Urzędu Gminy w Hańsku

Pewnego sierpniowego dnia pod koniec miesiąca 1947 r. do budynku Urzędu Gminy w Hańsku, który mieścił się w opuszczonym po ukraińskim budynku przybył dla mojego rozmówcy nieznajomy mężczyzna. Informację ową uzyskałem od naocznego świadka tych wydarzeń Pana Franciszka K. , który w sierpniu 1947 r. rozpoczął pracę w w/w urzędzie. Oprócz mojego rozmówcy i wójta w urzędzie pracowały jeszcze trzy panie. Nieznajomy poprosił o rozmowę z wójtem i obaj wyszli na drogę, po której przechadzając się długo rozmawiali. W czasie gdy obaj panowie byli na zewnątrz budynku panie zaczęły coś szeptać o partyzancie. Po powrocie wójta Antoniego Dominiczak zwanego „Ogrodnik” ( przed wojną był ogrodnikiem u rodziny Szulberg w Dubecznie ) okazało się, że przybyły mężczyzna „poprosił” by wójt dał 50.000 zł. na potrzeby organizacji partyzanckiej. Wójt umówił się z nieznajomym, by zgłosił się w uzgodnionym dniu po pieniądze. W międzyczasie powiadomił Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie o zaistniałym fakcie. W określonym dniu do budynku urzędu gminy przybył funkcjonariusz urzędu bezpieczeństwa ubrany w jasny płaszcz z ukrytą pod nim „pepeszą” i w kapeluszu na głowie oraz milicjant z Dubeczna też uzbrojony w „pepeszę”. Czekając na przybycie partyzanta w pokoju wójta w pewnym momencie milicjant wyszedł i za punkt obserwacyjny wybrał sobie nowo wybudowaną ubikację, która mieściła się obok budynków gospodarczych. W tym samym czasie do budynku gminy zbliżył się nieznajomy mężczyzna, z którym był umówiony wójt. Skoro mój rozmówca widział przez okno jak przybysz wyjmuje broń i ją odbezpiecza, to musieli też ten fakt widzieć i wójt i ubowiec. Wójt powiedział „to ten idzie po pieniądze”. Gdy przybysz wszedł i zobaczył przez otwarte do pokoju wójta drzwi wycelowaną przez ubowca w siebie broń wyskoczył na ganek i rzucił się do ucieczki, kierując się w kierunku Kołacz. Ubowiec z wójtem wybiegi za nim. W tym samym momencie rozległy się dwie lub trzy krótkie serie z broni maszynowej. Panie które były w urzędzie schowały się za piecem. Rozmówca mój w tym czasie przebywał w drugim pokoju naprzeciwko drzwi. Okazało się, że zginął przybysz, który przybył po pieniądze. Dostał serię w klatkę piersiową a czyje kule go dosięgły nie wiadomo. Skonał w odległości około 50 m od budynku urzędu gminy. Gdy wójt z ubowcem weszli do budynku, wójt tylko pokręcił głową. Milicjant w tym czasie był przy zwłokach zabitego. Pracownik UB rozkazał ”skoczyć” do rolnika, który dokonywał podorywki na polu obok budynku urzędu gminy, by zaprzęgał konia do furmanki i zawiózł zabitego na posterunek do Dubeczna. Owym rolnikiem był Pan Władysław L. , który w tym czasie wykonywał w/w prace. Gdy przybyła furmanka wrzucono na nią ciało zabitego i skierowano się w kierunku Dubeczna. Po przybyciu do Dubeczna za posterunkiem na łące przy stogu siana milicjanci wbili w ziemię dwa kołki , na których rozciągnęli jakieś płótno. Na tle tego płótna na krześle posadzili zwłoki zabitego i zrobili jeszcze zdjęcie. W trakcie identyfikacji zwłok nikt nie potwierdził tożsamości zabitej osoby. Następnie samochodem podobnym do „gazika” tylko większym zabrali zabitego do Włodawy. Wójt gminy Antoni Dominiczak więcej w pracy w Urzędzie Gminy w Hańsku już się nie pojawił. Planowana zemsta za śmierć partyzanta nie doszła do skutku, bo ostrzeżony wraz z rodziną opuścił te tereny i wyjechał początkowo do Włodawy a następnie przeniósł się na „Ziemie Odzyskane”.

Zabitym partyzantem wg. niektórych rozmówców miał być Lalak Witold syn Antoniego Lalaka, ostatniego zarządcy majątku w Hańsku.

Co do opisu wydarzeń wszystkie sprawdzone dotychczas przeze mnie informacje w miarę się pokrywają. Rozbieżność stanowi osoba która wiozła ciało zabitego do Dubeczna. Żyjący świadkowie tamtych wydarzeń podają dwa nazwiska woźnicy - Roman L. s. Władysława, 2. Władysław L. - ojciec Romana.

Problem natomiast stanowi osoba partyzanta. Jedna wersja głosi, że zginął Lalak Witold syn Antoniego. Pan Henryk L. który był świadkiem przywiezienia zabitego do Dubeczna twierdzi, że gdy ciało zabitego dotarło na miejsce Pan Władysław L. polecił mu jako bratankowi cicho zanieść informację dla państwa Lalak, że ich syn nie żyje. Zabitego ponoć rozpoznała pracowniczka urzędu Pani Stomplewska Helena. Tożsamość zabitego jako Pana Lalak potwierdzają też Panowie Piotr M. oraz najstarszy mieszkaniec Dubeczna Pan Kazimierz Sz. któremu pan Antoni Lalak powiedział, że zaparł się swojego syna i nie przyznał się do ojcostwa z obawy przed represjami ze strony urzędu bezpieczeństwa.

Druga wersja mówi, że był to partyzant W. Małecki- być może był to pseudonim który przyjął Pan Lalak.

Być może żyją jeszcze świadkowie tamtych wydarzeń , a może wiedzą z ustnych przekazów o powyższym zabójstwie i uda się dokładnie ustalić personalia zabitego partyzanta oraz miejsce jego pochówku.

 
Zdjęcie losowe
Drewniany krzyż przydrożny
Pogodynka